Monitoring cen konkurencji na Empik: ręcznie, w Excelu czy automatycznie
Każdy sprzedawca na Empiku monitoruje ceny konkurencji. Różnica jest w tym, ile ofert obejmuje tym monitoringiem i jak szybko dowiaduje się o zmianie. Poniżej trzy warianty, w kolejności, w jakiej zwykle po sobie następują — razem z granicą, przy której każdy przestaje się bronić.
1. Ręcznie, w przeglądarce
Wchodzisz na kartę produktu, rozwijasz listę ofert innych sprzedawców, patrzysz na ceny i czasy dostawy. Nic nie kosztuje i działa od pierwszego dnia.
Granica: około dwudziestu–trzydziestu ofert. Przy takiej liczbie przegląd zajmuje kwadrans i da się go robić codziennie. Przy stu produktach przegląd zajmuje ponad godzinę, więc robi się go „jak będzie czas”, czyli w praktyce raz na kilka tygodni. Druga wada jest poważniejsza: nic nie zostaje. Nie wiesz, czy konkurent zbił cenę wczoraj czy miesiąc temu, ani czy to jego stała strategia, czy jednorazowa wyprzedaż zapasu.
2. W arkuszu
Kolejny etap to arkusz: lista produktów, Twoja cena, cena konkurenta, różnica, data sprawdzenia. To duży krok — pojawia się historia i widać, które oferty są chronicznie droższe.
Co warto mieć w takim arkuszu:
- identyfikator produktu (EAN albo identyfikator oferty), nie samą nazwę,
- Twoją cenę i najniższą cenę konkurencji,
- różnicę w złotych i w procentach,
- czas dostawy konkurenta — bez tego porównujesz nieporównywalne,
- cenę minimalną, żeby od razu widzieć, czy walka o tę ofertę ma sens,
- datę pomiaru.
Granica: pracochłonność pomiaru. Arkusz nie zbiera danych sam. Przy stu ofertach i jednym pomiarze dziennie to pół godziny przepisywania — codziennie, bez wyjątku, bo jeden pominięty dzień robi dziurę w historii. W efekcie prawie wszystkie takie arkusze kończą jako pomiar raz w tygodniu, co przy kategoriach zmieniających się codziennie jest już tylko przybliżeniem.
Druga, mniej oczywista granica: arkusz pokazuje stan, nie pozycję. Żeby wiedzieć, które miejsce w liście ofert zajmujesz, potrzebujesz wszystkich cen konkurentów dla danego produktu, a nie tylko najniższej.
3. Automatycznie, przez API
Skaner pobiera oferty wszystkich sprzedawców Twoich produktów przez oficjalne API Mirakl, zapisuje migawkę i powtarza to według harmonogramu. Znika najdroższa część pracy — pomiar — i pojawiają się rzeczy, których ręcznie nie da się zrobić w ogóle:
- pełna historia: dla każdego produktu wykres Twojej ceny i najniższej ceny konkurencji w czasie;
- mapa cenowa: rozkład cen wszystkich sprzedawców, a nie tylko najtańszego — od razu widać, czy produkt jest wyceniany ostro, czy jest w nim miejsce na marżę;
- udział zajmowanych pozycji: jak często w ostatnim miesiącu byłeś pierwszy, drugi, trzeci;
- porównanie 1:1 z wybranym konkurentem na wspólnych produktach, z liczbą ofert, w których jesteś tańszy.
Granica jest tu inna: nie pracochłonność, a limity API i sens częstotliwości. Skan pełnego katalogu to tysiące zapytań, więc pełne migawki robi się kilka razy dziennie, a nie co minutę. Dlatego w praktyce rozdziela się dwie rzeczy: rzadsze skany konkurencji (pełny obraz rynku, do historii) i częstsze sprawdzanie cen dla ofert objętych repricingiem.
Jak często skanować
Zacznij od dwóch skanów dziennie i po dwóch tygodniach spójrz na historię. Jeśli między kolejnymi pomiarami ceny prawie się nie zmieniają, nie ma po co skanować częściej. Jeśli zmieniają się za każdym razem, podnieś częstotliwość — ale najpierw w tej jednej kategorii, w której to widzisz, a nie w całym katalogu.
Godziny też mają znaczenie. Jeśli Twoja konkurencja aktualizuje ceny rano, skan o 6:00 i o 14:00 powie Ci więcej niż dwa skany po południu.
Czego monitoring nie zrobi
Monitoring pokazuje stan rynku. Nie zmienia Twoich cen i nie podejmuje decyzji — to osobny krok, czyli repricing. Ma to jednak zaletę: monitoring można włączyć bez automatycznej zmiany cen i przez pierwsze dwa tygodnie tylko zbierać dane. To najbezpieczniejszy sposób wejścia w automatyzację: zanim bot zacznie wysyłać ceny do Empiku, Ty już wiesz, jak zmienny jest Twój rynek i gdzie realnie tracisz pozycję.